
 |
|
|
Demon i panna Prym
Paulo Coelho
-
Kim pan jest, u licha? I co pan tutaj robi? Dlaczego mi pan to pokazał?
Przecież mogę powiedzieć wszystkim, co pan tu ukrył!
- Ileż pytań naraz! - westchnął nieznajomy, wpatrując się w góry, jakby
zapomniał o obecności dziewczyny. - Właśnie o to mi chodzi, żeby dowiedzieli
się o tym inni.
- Obiecał mi pan odpowiedzieć na każde pytanie.
- Niech pani nie wierzy w obietnice. Świat jest ich pełen. Obietnic bogactwa,
zbawienia, wiecznej miłości. Niektórzy sądzą, że mogą wszystko obiecać,
inni zaś na to przystają, bo łudzą się, że zapewni im to lepszą przyszłość
- tak chyba dzieje się w pani przypadku. Ci, którzy łamią obietnice, czują
się bezsilni i sfrustrowani. To samo dzieje się z tymi, którzy gorączkowo
chwytają się cudzych obietnic.
Rozgadał się, opowiadał chaotycznie o swoim życiu, o pewnej nocy, która
odmieniła całkowicie jego los, o kłamstwach, w które musiał wierzyć, bo
inaczej nie sposób było pogodzić się z rzeczywistością. Wiedział, że powinien
wyrażać się prościej, mówić językiem bardziej zrozumiałym dla dziewczyny.
Jednak Chantal w lot pojęła, o co chodzi. Jak wszyscy starsi mężczyźni,
chciał tylko uwieść młodą dziewczynę. Jak każdy człowiek, uważał, że za
pieniądze można kupić wszystko. Jak wszyscy przybysze, pewien był, że
dziewczęta z prowincji są wystarczająco naiwne, by przyjąć każdą propozycję,
byle dawała im bodaj cień szansy na wyrwanie się w świat.
Nie był niestety ani pierwszym, ani ostatnim, który próbował ją omamić
w tak pospolity sposób. Niepokoiło ją tylko złoto, jakie jej proponował.
Nigdy nie sądziła, że jest aż tyle warta. Pochlebiało jej to, ale jednocześnie
przerażało.
- Zbyt wiele doświadczyłam, aby wierzyć obietnicom - odpowiedziała, by
zyskać na czasie.
- Choć zawsze w nie pani wierzyła i nadal wierzy.
- Myli się pan. Wiem, że żyję w raju. Znam Biblię i nie popełnię tego
samego błędu, co Ewa, która nie potrafiła zadowolić się tym, co miała.
Oczywiście nie była to prawda i Chantal zaczęła się obawiać, że obcy zniechęci
się i odejdzie. Prawdę powiedziawszy, sama sprowokowała to spotkanie w
lesie, wybierając sobie na czytanie książki miejsce, obok którego nieznajomy
- czy tego chciał, czy nie - musiał przejść w drodze powrotnej i zagaić
rozmowę. Mogło to oznaczać nową obietnicę, kilka dni marzeń o nowej miłości
i o podróży w nieznane, daleko od miejsca, w którym się urodziła. Jej
serce zostało już wielekroć zranione, a mimo to wciąż wierzyła, że spotka
mężczyznę swojego życia. Na początku przepuszczała wiele okazji, uważając,
że to jeszcze nie ten. Dzisiaj wiedziała już, że czas ucieka nieubłaganie,
i gotowa była opuścić Viscos z pierwszym lepszym, który zechce ją stąd
zabrać, nawet gdyby nic do niego nie czuła. Z pewnością nauczy się go
kochać, bo miłość to też tylko kwestia czasu.
- To właśnie chciałbym wiedzieć: czy żyjemy w raju, czy w piekle? - przerwał
jej rozmyślania nieznajomy.
Wszystko przebiegało zgodnie z jej przewidywaniami - obcy wpadał w sidła.
- W raju oczywiście. Tyle że jeśli ktoś zbyt długo żyje w miejscu doskonałym,
zaczyna się nudzić.
Rzuciła przynętę. Chciała przez to powiedzieć: "Jestem wolna i gotowa".
Następne jego pytanie powinno brzmieć: "Tak jak pani?".
- Tak jak pani? - spytał nieznajomy.
Musiała być czujna i nie okazywać zanadto zainteresowania, bo mogłaby
go wystraszyć. Kto ma wielkie pragnienie, nie powinien pić zachłannie.
- Czy ja wiem? Czasami myślę, że tak, innym znów razem, że nie potrafiłabym
żyć z dala od Viscos.
Teraz należało udać obojętność.
- No cóż, skoro nie chce mi pan powiedzieć nic o złocie, to podziękuję
już za spacer. Wracam nad strumień, do mojej książki.
- Chwileczkę!
Złapał przynętę.
- Oczywiście, wytłumaczę, dlaczego złoto znalazło się wśród tych skał.
Po cóż inaczej przyprowadzałbym panią tutaj?
Seks, pieniądze, władza, obietnice... Chantal udała, że spodziewa się
jakiegoś zaskakującego wyjaśnienia. Mężczyźni uwielbiają czuć swoją przewagę,
nie zdając sobie sprawy, iż w większości przypadków zachowują się w sposób
całkowicie przewidywalny.
- Ma pan zapewne wielkie doświadczenie życiowe i wiele może mnie nauczyć.
No właśnie. Należało poluzować żyłkę, rzucić trochę pochlebstw, aby nie
wystraszyć ofiary. To jest podstawowa zasada.
- Jednak muszę przyznać, iż ma pan fatalny zwyczaj prawienia morałów na
temat obietnic i ludzkiej łatwowierności, zamiast odpowiadać na pytania
wprost. Z przyjemnością zostanę, jeśli odpowie mi pan, kim jest i co tutaj
robi.
Obcy oderwał wzrok od górskich szczytów i spojrzał na dziewczynę. Od lat
spotykał najróżniejszych ludzi i teraz mógł niemal czytać w jej myślach.
Z pewnością sądziła, że pokazując to złoto chciał jej zaimponować swoim
bogactwem. Tak samo ona - starała się wywrzeć na nim wrażenie swoją młodością
i obojętnym chłodem.
- Kim jestem? No cóż, powiedzmy, że człowiekiem, który poszukuje prawdy.
Udawało mi się wprawdzie poznać ją w teorii, ale nigdy w praktyce.
- Prawdy jakiego rodzaju?
- Prawdy o ludzkiej naturze. Odkryłem, że jeśli nadarza się sposobność,
by ulec pokusie, to niestety jej ulegamy. Każda istota ludzka na ziemi
potrafi czynić zło, zależy to tylko od okoliczności.
************************************************************************************
Uświadomiła sobie, że istnieją dwa powody, które nie pozwalają ludziom
spełnić swoich marzeń. Najczęściej po prostu uważają je za nierealne.
A czasem na skutek nagłej zmiany losu pojmują, że spełnienie marzeń staje
się możliwe w chwili, gdy się tego najmniej spodziewają. Wtedy jednak
budzi się w nich strach przed wejściem na ścieżkę, która prowadzi w nieznane,
strach przed życiem rzucającym nowe wyzwania, strach przed utratą na zawsze
tego, do czego przywykli.
Ludzie tęsknią za całkowitą odmianą, a jednocześnie pragną, by wszystko
pozostało takie jak dawniej.
************************************************************************************
Dobro i Zło mają to samo oblicze, wszystko zależy jedynie od momentu,
w którym staną na drodze człowieka.
Dotychczas kupiliście 133 362 egzemplarzy.
|