Paulo
Coelho odpowiada na pytania dotyczące Jedenastu minut.
Rio
de Janeiro 2003
O czym tak naprawdę
jest powieść Jedenaście minut?
PAULO
COELHO: Żyjemy w świecie uporządkowanym. Wiemy, jak należy się zachowywać,
wiemy, co jest piękne, wartościowe, rozsądne, co przynosi korzyści.
Wiemy, że wszystko ma swą miarę i wierzymy, że zachowując ją będziemy
bezpieczni. Z tego powodu wymyśliliśmy coś w rodzaju "obłaskawionego
seksu". Konieczność przeżycia orgazmu, wykazania się męskością
sprawia, że okłamujemy partnera, by go nie zawieść. To obłuda. Konsekwencją
tego są miliony ludzi sfrustrowanych i nieszczęśliwych, żyjących z poczuciem
winy. W tym tkwi źródło wszelkich zboczeń, pedofilii, kazirodztwa
i gwałtu. Jak to się dzieje, że postępujemy tak idiotycznie, w jednej
z najważniejszych sfer życia?
Czy
naprawdę istnieje taka Maria jak w książce? Na ile prawdziwa jest ta
historia?
PAULO
COELHO: Maria istnieje, ma męża i dwójkę dzieci. Jednak książka
nie jest jej dokładną biografią. Starałem się zawrzeć w niej wiele innych
wątków. Myślę, że Maria mogłaby rozpoznać siebie w bohaterce,
ale nie wszystkie wydarzenia, które opisałem, przeżyła naprawdę.
Czy
przeczytała Jedenaście minut?
PAULO
COELHO: Oczywiście. Przeczytała pierwszą wersję w pażdzierniku 2002.
Stwierdziła, że na tę historię składają się przeżycia różnych
ludzi. Odparłem, że takie właśnie było moje zamierzenie. Zapytała, kto
jest autorem dziennika, który pojawia się na kartach tej książki
- stwierdziła, że sama chciałaby potrafić tak pisać. Poprosiła, abym
zmienił wiek głównego bohatera. Zgodziłem się - w rzeczywistości
ten mężczyzna jest trochę starszy.
Jak
spotkania z prostytutkami pracującymi w Szwajcarii wpłynęły na książkę?
Czy stała się inna niż pierwotnie zakładałeś?
PAULO
COELHO: Pomysł napisania książki o seksie długo chodził mi po głowie,
ale nie bardzo wiedziałem, jak się do tego zabrać. Zresztą, narodziny
nowej książki to wielka tajemnica. Mogę przelać tekst na papier dopiero,
kiedy zostanie napisany w mojej podświadomości. Być może w poprzednich
próbach pisania o seksie skupiałem się tylko na jego aspekcie
sakralnym. Jednak rzeczywistość jest zupełnie inna i jestem bardzo zadowolony,
ze sposobu w jaki udało mi się z tego wybrnąć.
Setki
Brazylijek spotyka los podobny do losów Marii - przyjeżdżają
z prowincji do wielkiego miasta, po czym wyjeżdżają zagranicę i pracują
jako prostytutki. Czy istnieje jakaś zbieżność pomiędzy tą smutną drogą
a szlakami pielgrzymów?
PAULO
COELHO: Moja książka nie jest studium o prostytucji. Starałem się unikać
moralizowania. Nie osądzam swojej bohaterki za wybór, jakiego
dokonała. Interesuje mnie przede wszystkim to, w jaki sposób
ludzie odnoszą się do siebie w sytuacjach intymnych. Jak zawsze zamierzałem
powiedzieć wprost o tym, co dla mnie ważne. Unikam sztuczności.
Na
ile ważne są w książce odniesienia do Drogi do Santiago de Compostela?
Czy fakt, że Maria spotyka Ralfa na szlaku, który od wieków
przemierzają pielgrzymi ma jakieś głębsze znaczenie?
PAULO
COELHO: Ma to dwa aspekty. Realistyczny, bo Droga do Santiago rzeczywiście
przebiega przez Genewę i symboliczny. Od momentu spotkania na tej drodze
Ralfa dusza i ciało Marii stają się na powrót jednią. Za sprawą
miłości.
Czy
myślisz, że fakt, iż główna bohaterka jest prostytutką stworzy
problemy w krajach muzułmańskich, takich jak Iran, gdzie twoje książki
odniosły wielki sukces?
PAULO
COELHO: Nie myślę o takich sprawach, kiedy piszę. Myślę tylko o tym,
aby pozostać wiernym sobie.
W
przedmowie piszesz, że niektóre książki pozwalają czytelnikowi
marzyć, a inne stawiają go twarzą w twarz z rzeczywistością. Czy nie
brzmi to jak ostrzeżenie?
PAULO
COELHO: To nie ostrzeżenie, ale deklaracja moich własnych zasad. Mogę
pisać tylko o sprawach, które mnie interesują, nie daję sobie
narzucać tematów. Moi czytelnicy są mądrzy. Jeśli dostrzegliby,
że mam jakąś gotową receptę na powieść, którą ciągle powielam,
po prostu przestaliby mnie czytać. Sam jestem zawsze zdziwiony tym,
co napisałem. Myślę, że tak właśnie rodzą się ważne książki.